Szkolenia w BOSS-HAKER

W tym dziale będą na bieżąco umieszczane ważne informacje

związane ze szkoleniami.

czwartek, 02 grudzień 2021 19:33

Nauka aportowania.

Napisane przez

Jeżeli chcesz, aby twój dorosły pies aportował z radością i pasją, na boisku sportowym i na każdym spacerze także – nie wychodź ze szczeniakiem z domu bez kilku zabawek i co najmniej pięciometrowej linki. Sprawdź jak wygląda nauka aportowania.

Linka będzie konieczna – w mieszkaniu dość łatwo było nam zabawkę odebrać (odebrać po to, by dać ponownie – przypominam na wszelki wypadek), ale na spacerze szczeniak ma większe możliwości zabawy w uciekanie ze zdobyczą. I trzeba na to pozwolić – ale na długość linki!

Zachęcamy do trzymania uprzednio podanej czy wyrzuconej zabawki biegając obok szczeniaka. W biegu skracamy linkę tak, by wreszcie uklęknąć obok malucha i skłonić go do przyjęcia pozycji siad – wtedy odebranie zabawki będzie łatwe – przećwiczyliśmy to przecież w domu.

Staramy się także pozycją ciała i rozcapierzoną dłonią (tzw. kocia łapa) powstrzymać szczeniaka bodaj na chwilę na siad przed ponownym wyrzuceniem zabawki. Nie szkodzi, że szczenię jeszcze nie wytrzyma wyrzucenia – do spontanicznego startu dołożymy polecenie chwycenia zabawki. Ważne, aby słowo (np. przynieś) wypowiedzieć właśnie w tej chwili, gdy zwierzątko startuje po wyrzuconą lub wskazaną zabawkę.

Najlepiej, aby na jednym końcu 5-metrowej linki przypiąć szczeniaka, a na drugim – przywiązać zabawkę.

Można wtedy wyrzucić zabawkę tak, aby w pogoni za zdobyczą szczenię biegło właśnie w naszą stronę. Jedna linka łącząca i szczeniaka i zabawkę ułatwi nam manipulacje – przy szczeniaku ścigającym zdobycz z pasją możemy kontrolować psiaka linką. Jeśli szczenię trzyma zabawkę zbyt lekko lub od razu wypuszcza – ruchem linki ożywimy znowu zdobycz.

Nauka aportowania – uwaga – nie przedłużamy takich zabaw – jeden, dwa rzuty i kontynuujemy spacer, proponując inne zajęcie – szczeniak nie może ani znudzić się aportowaniem, ani nadmiernie pobudzać. Dobrym, wyciszającym ćwiczeniem jest marsz na lince z zabawką w pyszczku; powinniśmy ją odebrać, zanim szczeniak zainteresuje się czymś innym.

Nauka aportowania. Na żadnym psim wybiegu nie ryzykujmy zabawy w aportowanie w obecności innych luzem puszczonych psów.

Nasz maluch zbyt łatwo przegra rywalizację o aport z większym i starszym psem – i na pewno zapamięta porażkę. Ale na pustym placyku można już nakłaniać szczeniaka ruchem zabawki do zmiany pozycji lub pozostania na miejscu. I tak jak podczas pierwszych ćwiczeń w domu, zabawę w aportowanie przerywamy wtedy, gdy malec wyraźnie ma ochotę na co najmniej jeszcze jeden pościg.

Taka kontrola emocji jest kluczem do późniejszej wytrwalej jakiejkolwiek pracy. Zdobycz bezustannie dostępna prowadzi do zniechęcenia lub nadmiernego pobudzenia – nie wiadomo, co gorsze.

Chowanie aportu uatrakcyjnia zabawę – można to robić także na spacerze, z psem na lince. Postaraj się utrzymać malucha na siad, cofaj się tyłem kilka kroków trzymając zabawkę za sobą (cofając się twarzą do psa, masz nad nim większą kontrolę), upuść zabawkę tak, by szczenię tego nie widziało i zachęć do szukania.

Oczywiście cały czas pamiętasz o takich samych hasłach pozwalających na pościg.

Uważaj – jeśli wymagasz oddania na słowo „daj”, to nie zachęcaj do trzymania radosnymi okrzykami „dawaj, dawaj”. Każde polecenie musi najpierw precyzyjnie wpasować się w to, co szczeniak akurat robi, by zwierzak skojarzył je z czynnością, dopiero wtedy stanie się sygnałem do wykonania określonej pracy. Podobnie polecenie „trzymaj” nie może być wypowiadane, gdy zabawka jest gryziona i podrzucana, ale wtedy, gdy właśnie trzymana jest bez podgryzania.

niedziela, 28 listopad 2021 08:40

Wychowanie psa.

Napisane przez

Udomowiliśmy je tysiące czy dziesiątki tysięcy lat temu, pies – jedyne zwierzę, które tak łatwo potrafi porozumieć się z człowiekiem, bez większego wysiłku rozumie nasze sygnały i czytelnie przekazuje własne. Ale nadal prawa rządzące ludzkim światem są niepojęte dla zwierzęcia i pies ma tylko tyle wolności, na ile potrafimy kontrolować jego zachowanie. Psy obecne w skupiskach ludzkich są całkowicie uzależnione od człowieka,. można by więc sądzić, że wychowanie szczeniaka nie powinno stwarzać żadnych problemów.

Dlaczego więc niejeden właściciel nie potrafi zapanować nad jazgoczącym i miotającym się na smyczy zwierzęciem, boi się przejść blisko jedzącego Reksia lub wytrzeć mu łapy, o wyjęciu z psiego pyska kości znalezionej na spacerze już nie wspominając?

Informacji i porad wychowawczych mamy przecież aż nadmiar. Jesteśmy wręcz bombardowani najrozmaitszymi teoriami – nie tak dawno straszono nas teorią dominacji. Cokolwiek zrobiłby nasz pupilek, już było interpretowane jako chęć groźnego w skutkach zdominowania człowieka. Ze skrajności przechodzimy w skrajność – kolejne poradniki zalecały wyłącznie bezstresowe, tylko pozytywne metody szkolenia. Aż wreszcie doszło do głosu hasło „niech psy robią co chcą”. W myśl tej teorii jeśli Reksio nie reaguje na przywołanie, to należy czekać, aż zwierzątko wrócić zechce lub pozwolić, by to pies prowadził nas na smyczy.

Jednak nawet największy psi geniusz sam z siebie nie wie, jakie zachowanie zapewni mu dach nad głową i pełną miskę, chociaż często postępuje tak, jakby rozumiał każde nasze słowo. Być może właśnie dlatego na co dzień zbyt wiele oczekujemy od psów, nie przekładając absolutnie tych oczekiwań na język zrozumiały dla zwierzęcia. Szczeniak rozczula swoim wyglądem, czekamy więc, aż sam z siebie zmądrzeje. Gdy czarująca puchata kuleczka dorasta, stwierdzamy ze zdumieniem, że pies potrafi całkiem na serio pokazać nam zęby, spacer przestaje być przyjemnością, a zaproszenie kogokolwiek do domu wymaga konsultacji z trenerem czy behawiorystą.

A przecież można zejść na poziom czterech łap i popatrzeć, jak wyglądałoby wychowanie szczeniaka w normalnej psiej rodzinie.

Dzikie psy ani wilki nie mają problemów wychowawczych, nie obawiają się szczenięcych zębów, pozwalają na bardzo wiele w zabawie, ale szczenięta i młode psy są bezwarunkowo podporządkowane rodzicom. Na niezależność może sobie pozwolić tylko to zwierzę, które opuszcza stado. Hierarchia obowiązuje wszystkich – jest konieczna dla przetrwania grupy współpracujących ze sobą drapieżników. Każde wilczątko potrafi żywiołowo domagać się uwagi i zabawy – potrafi też, na pierwszy sygnał dorosłego zwierzęcia, natychmiast okazać uległość.

Wilczki mają zdecydowanie prostsze życie niż nasze szczeniaki – sikać mogą wszędzie, znaleziona kość należy do znalazcy, mleczne zęby nie przebiją bratniego futerka. Dorosły wilk nie obraża się na szczeniaka, ale w każdej chwili może spojrzeniem, warknięciem, przytrzymaniem zębami czy uderzeniem pyska przywołać malca do porządku. Psy także nie słyszały o wyłącznie pozytywnym, całkowicie bezstresowym wychowaniu, nie znają izolacji „za karę” – szczenię prawidłowo reagujące na skarcenie zostanie natychmiast przywrócone do łask. Bawmy się więc ze szczeniakiem tak, jakby to robił dorosły pies, ale natychmiast przerywajmy takie zachowanie, jakiego nie akceptowalibyśmy u dorosłego psa. Szczeniak, a potem dorosły pies musi wiedzieć, że to człowiek podejmuje najważniejsze decyzje, a psu podporządkowanie zawsze przynosi korzyść.

Dla 7-tygodniowego szczeniaka naturalnym zachowaniem będzie zanieczyszczanie mieszkania, gryzienie wszystkiego co jest w zasięgu mlecznych zębów, wieczorne głupawki, hałaśliwe oprotestowanie samotności, domaganie się bezustannej zabawy i warcząca obrona kości.

Z tych wszystkich zachowań, grzesznych naszym zdaniem, zwierzęciu nie jest łatwo rezygnować.. To my, a nie szczeniak, musimy wykazywać na co dzień cierpliwość i nieubłaganą konsekwencję, bo każde oczekiwanie, aż zwierzątko zmądrzeje samo z siebie przyniesie odwrotne skutki.

Wrodzone zachowania tego samego psa w okresie dojrzewania będą znacznie bardziej skomplikowane, trudniejsze do przewidzenia, kontrolowania czy akceptowania. To pora pierwszego, jeszcze nieporadnego sprawdzania kto i na co może sobie pozwolić. Dorastające zwierzę na podstawie dotychczasowych doświadczeń bezbłędnie ocenia, czy właścicielowi trzeba i warto się podporządkować, czy też można żyć obok, kierując się wyłącznie własnym psim kodeksem. Żyjąc obok, pies albo lekceważy właściciela, albo się go boi; w obu przypadkach nie jest w żaden sposób nastawiony na współpracę.

Nie można więc, od pierwszych wspólnych dni poczynając, ignorować zachowań wprawdzie naturalnych dla zwierzęcia, ale niedopuszczalnych z naszego punktu widzenia.

Trzeba bez gniewu nauczyć, co będziemy chwalić i nagradzać, na co się nie zgadzamy. Szczeniak nie może stracić zaufania do ludzkich rąk, ale szczeniak też musi wiedzieć, jakie są granice naszej tolerancji. Tylko w taki sposób mamy szanse na kontrolowanie w przyszłości zachowań często silniejszego od nas zwierzęcia. Jeżeli w pierwszych kilku miesiącach skupimy się wyłącznie na przytulaniu puszystego futerka, problemy, jakie na pewno stworzy dorosły pies, uzależnione będą od jego siły, wielkości i wrodzonego temperamentu. Szkolenie od pierwszych chwil w naszym domu najbardziej potrzebne jest psu, nie nam; pies będzie miał tylko tyle swobody i radości życia, na ile potrafi odnaleźć się w świecie człowieka. Niezależnie od wszelkich przeszłych, aktualnych i przyszłych teorii.

czwartek, 25 listopad 2021 18:04

Dziecko szkoli psa..

Napisane przez

 

Jeśli nie szkoła, to nadal tylko nam, rodzicom, pozostaje kształtować młodego kynologa. Proponuję zacząć od przeczytania dziecku – przeczytania, nie tylko kupienia w prezencie – przesympatycznej książeczki Jana Grabowskiego – „Puc, Bursztyn i goście”. Przy okazji czytania wyjaśnimy znaczenie rzadko już używanych słów, i jeszcze przemycimy masę informacji – o skutkach pozostawienia kotletów na stole także… Pamiętacie jak Pucunio tłumaczył sam sobie, że jest naprawdę dobrze wychowanym psem, ale kotlet mimo to zsunął się na podłogę i trzeba było posprzątać???

A potem nasza latorośl może już sięgnąć po Londona, Londona bardziej osadzonego w realnym psim świecie (oprócz opisów szkolenia Jerrego z wysp oczywiście). A potem przyjdzie czas na podpowiadaną i samodzielnie wyszukiwaną literaturę.

To teoria, a co z praktyką?

Na bardzo dużym pluszaku można już trzylatka uczyć jak głaskać, jak dotykać psa. Żywego psa musimy wyszkolić najpierw sami – dziecku najczęściej nie starczy na to cierpliwości; zniecierpliwiony nauczyciel przekaże tylko niekorzystne emocje, nic więcej. Gdy pies potrafi reagować na proste siad czy waruj – pora nauczyć dziecko, by nie wymagać zbyt często takich zachowań od psa.

A co z placem treningowym? Poszukajmy bardzo cierpliwego i spokojnego trenera i najpierw uzgodnijmy, czego ma się nauczyć dziecko, a czego pies. I – co najtrudniejsze dla niejednego rodzica – nie ingerujmy ani jednym słowem w obserwowane zajęcia. Psu jest zdecydowanie trudniej pracować z dzieckiem, gdy na ławce siedzi rodzic; dziecko nie może koncentrować się jednocześnie na wskazówkach trenera i podpowiedziach taty czy mamy.

Doskonałą wspólną zabawą dla dziecka i psa będzie szukanie zguby na spacerach – zaczynając od opisanego tu ćwiczenia. Taka zabawa nie znudzi się dziecku ani psu – praca nosem może być przecież nagrodą dla zwierzęcia; wystarczy tylko pilnować, aby „zguba” nie została schowana w miejscu niebezpiecznym czy absolutnie niedostępnym dla psa.

Kilka dni temu wracałem  ze spaceru z maleńkim psim staruszkiem – znajdkiem zabranym pół roku temu z azylu. Zatrzymały nas dwie panie; towarzysząca im czteroletnia dziewczynka, prawdopodobnie córeczka jednej z pań, zapytała, czy może pogłaskać psa. Piesek jest szalenie przyjazny dzieciom, więc zgodziłem się i przykucnołem  przy nim; dziewczynka wiedziała, jak delikatnie pogłaskać dużo mniejsze od siebie zwierzątko. Gratuluję mamie – być może to dziecko kiedyś doskonale wychowa własnego psa!

czwartek, 25 listopad 2021 17:57

Nagradzamy psa...

Napisane przez

Okazjonalne nagradzanie psa jedzeniem jest jak najbardziej celowe, ale nie kupujmy najprzeróżniejszych kolorowych sklepowych ”ciasteczek” przesyconych chemią i nie podawajmy jako nagrody granulek karmy!

Nie chodzi tylko o walory zdrowotne – suche granulki i miniaturowe ciasteczka zbyt często wysypują się z dłoni, pies, zamiast koncentrować się na dalszej pracy, szuka jedzenia w trawie. Zdecydowanie lepiej przygotować choćby grzanki ze słodkiej bułki, kawałeczki gotowanego mięsa lub supersmakol, czyli domowe ciasteczka wątrobiane (przepis można znaleźć w internecie) – takie na jeden niewielki symboliczny kęs, wyjmowane pojedynczo z saszetki!.

Nagradzamy nie każde ćwiczenie – za łatwo uwarunkować psa na zapach smakołyków; na własne życzenie będziemy mieli zwierzątko pracujące tylko wtedy, gdy jedzenie podsuwane jest pod nos. Podobnie nawet zbyt częste podawanie smakołyków nie sprzyja koncentracji na stawianych psu zadaniach. Badania przeprowadzone na ludzkich dzieciach wykazały, że nagradzanie słodyczami każdego dziecięcego rysunku osłabia zainteresowanie rysowaniem – ważny jest tylko cukierek. Częste „jadalne” nagrody i naprowadzanie jedzeniem sprawdzą się natomiast w początkach pracy ze szczeniakiem lub z psem, którego dopiero przyzwyczajamy do siebie. W miarę dorastania zwierzaka, postępów w szkoleniu czy nawiązania lepszego porozumienia nagrody rzeczowe powinny być okazjonalnym potwierdzeniem zawsze obowiązkowej pochwały. Potwierdzeniem pochwały – bo jeśli najpierw dajemy smakołyk, a potem chwalimy psa, to tak naprawdę chwalimy psa za to, że zjadł, a nie za to, co zrobił wcześniej!

Jestem absolutnym wrogiem tak zwanego „palenia miski”, czyli wydawania całodziennej porcji jedzenia po jednej granulce tylko w czasie długiego treningu. Pies nie kura, organizm ma przystosowany do trawienia jednorazowo większych ilości pokarmu, nie jest zbieraczem ziaren! Zbyt częste nagradzanie może także doprowadzić do koncentracji psiej uwagi nie na ćwiczeniu, ale na ruchu ręki sięgającej do kieszeni czy saszetki. Dlatego podczas zaawansowanego treningu lepiej odkładać saszetkę ze smakołykami i tylko co jakiś czas razem z psem podchodzić po nagrodę.

Nagradzanie psa jedzeniem, a tym bardziej odwracanie uwagi jedzeniem na pewno nie jest celowe przy wybuchu silnych psich emocji.

Już Rusłan („Wierny Rusłan” – straszliwa książka o zniewolonych psach i ludziach) tylko z uprzejmości przyjmował kawałek suchara za doścignięcie uciekającego więźnia. Wystarczającą nagrodą dla psa – strażnika w łagrach – był pościg i szarpanie ofiary zębami, podobnie zresztą jak pościg i zdobycie rękawa jest wystarczającą podnietą dla psa szkolonego do obrony sportowej. Właśnie dlatego nie pomogą smakołyki wtykane do pyszczka wtedy, gdy pies z pasją ujada na inne psy spotykane na spacerze. Najpierw trzeba nauczyć i nagradzać zachowania wykluczające szczekanie – nagradzać oczywiście tylko wtedy, jeśli pies nie rozpocznie awantury.

Nagradzamy za coś, czy po coś?

Zdecydowanie lepiej, aby jadalna nagroda okazjonalnie wzmacniała wartość pochwały. Nie daję kawałka parówki za to, że mój pies usiadł słysząc odpowiednie hasło, ale po to, by wzmocnić pochwałę i nasze wzajemne relacje, uprzyjemnić bycie razem. Okazjonalne zaproszenie na kawę ma przecież i dla nas inną wartość niż taka sama kawa, wypijana codziennie na śniadanie.

No i wreszcie – tak zwana samokontrola.

Czyli pies ma siedzieć nad pełną miską i czekać na zaproszenie do jedzenia. Podobnie pies ma czekać na hasło pozwalające wyszukiwać i zjadać rozrzucone przed chwilą granulki karmy. To dość łatwe i efektowne, ale mało praktyczne ćwiczenie; najczęściej nie przekłada się na ignorowanie resztek jedzenia, przypadkowo znalezionych przez psa. Nas też wyszkolono społecznie na tyle, aby oddać komuś dwudziestozłotówkę upuszczoną w sklepie – zwłaszcza gdy wokół jest wielu widzów. Taki sam banknot znaleziony w pustym parku bez chwili wahania włożymy do własnej kieszeni. Prawdziwą psią samokontrolą byłoby ominięcie lub nawet warczenie na znalezioną kość – wtedy, gdy pies biega swobodnie, bez smyczy, w dystansie od właściciela. Czy można tak psa wyszkolić? Oczywiście, ale jeśli pies zgubi się i będzie naprawdę bardzo głodny, to decydujące okażą się zachowania najważniejsze dla przetrwania, a nie jakakolwiek samokontrola…

poniedziałek, 22 listopad 2021 18:26

Dziecko i pies pod jednym dachem.

Napisane przez

„Ale czy kto kiedy słyszał, by pies zrobił coś złego dzieciom swego pana” pytał Konrad Lorenz w wydawanej wiele razy książeczce „I tak człowiek trafił na psa”. Zdaniem autora, wybitnego etologa, laureata Nagrody Nobla, psy wiedzą, jak bardzo nam – rodzicom i zarazem właścicielom psów – zależy na dzieciach i właśnie dlatego zapewniał, że „obawa, że pies mógłby dzieciom zrobić krzywdę, jest wręcz śmieszna”.

Minęło pół wieku; według aktualnych statystyk właśnie dzieci najczęściej są ofiarami pogryzień przez psy – i to przez psy domowe.

Wprawdzie, jak wynika z innych statystyk, dzieci nieporównanie częściej są krzywdzone przez własnych rodziców i znajomych rodziny, a prawdopodobieństwo ataku psa na znajome dziecko jest mniejsze niż szansa na wielką wygraną w grach liczbowych – ale w niczym nie zmienia to dramatu każdego pogryzionego dziecka. I w niczym nie zmienia faktu, że to tylko my – dorośli – jesteśmy odpowiedzialni za zachowanie naszych psów. I dzieci także.

Chyba niewielu z nas dysponuje, tak jak Konrad Lorenz, letnią rezydencją nad Dunajem, ogrodem, hektarami terenów spacerowych i jeszcze opiekunkami do dzieci, więc lepiej nie decydować się na jednoczesne wychowywanie niemowlęcia i szczeniaka.

Jeśli najpierw w domu był pies, można i koniecznie trzeba przygotować zwierzaka do odpowiednich zachowań przy maleńkim dziecku.

Zaczynamy od nauki reagowania na wszelkie polecenia obok ogródków, w których głośno bawią się dzieci, wymagamy cierpliwego warowania w wyznaczonym miejscu – niezależnie od tego, co sami robimy. Wszelkie zabiegi pielęgnacyjne przy dziecku nie powinny wymagać wypraszania psa z pokoju – nie wzajemna izolacja, ale spokojna obserwacja to pierwszy krok do prawidłowego ustalenia relacji dziecko – pies. I jeszcze przed narodzeniem dziecka pies powinien nauczyć się spokojnego marszu obok wózka. Niemal każdy domowy zwierzak interesuje się tym, co mamy w rękach lub podnosimy ze stołu, z kanapy czy podłogi – przecież takie gesty często poprzedzały zabawę lub choćby napełnienie psiej miski. To naturalne, że Reksio czy Perełka pobudzają się gdy bierzemy dziecko na ręce – ale właśnie dlatego należy zobojętnić taką sytuację.

Czyli pies cierpliwie waruje, a my podnosimy, podrzucamy i przytulamy choćby duży kocyk lub ręcznik, zwinięty przedtem w rulon. Od pierwszego dnia pod wspólnym dachem trzeba zapoznać psa z zapachem niemowlęcia – najlepiej zaczynając od podania do powąchania zasiusianej pieluszki. Oczywiste, że ani na chwilę nie zostawiamy dziecka samego z psem. Znajoma sunia nie tylko alarmowała szczekaniem o potrzebie zmiany pieluch, ale i szturchała nosem łóżeczko i na dodatek usiłowała nakarmić dziecko otrzymaną przedtem kością; po prostu traktowała niemowlaka niczym własne szczenię.

Już raczkujące dziecko budzi ogromne zainteresowanie u psa – porusza się przecież podobnie jak szczenię.

Nawet gdy dziecko pozostaje w dużym kojcu, kontrolujmy zachowanie psa. Jeśli dziecko raczkuje i bawi się w kojcu, a pies może je obserwować, obydwoje samorzutnie uczą się prawidłowego kontaktu. Dziecko nie staje się obiektem zbyt natarczywego obwąchiwania, a pies w każdej chwili może odejść od rączek szarpiących za uszy i ogon. Dwulatek najczęściej bawi się nie z psem, ale psem – także trzylatka nie zostawiamy samego ze zwierzęciem. Wprawdzie wiemy już dobrze, na co stać naszego psa, ale zachowania dziecka absolutnie nie da się przewidzieć.

Nie wszystkie psy spokojnie tolerują dziecięce czułości – mały pies może po prostu czuć się boleśnie zagrożony. Po spokojnie warującej suce owczarka niemieckiego z zachwytem raczkowało niespełna roczne dziecko; jamniczka uciekała w najdalszy kąt mieszkania przed takimi czułościami.

A co, jeśli najpierw w domu jest dziecko i ulegniemy prośbom 4-5-latka o kupno szczeniaka?

Proponuję najpierw przynieść do domu ogromnego pluszaka z Ikei – na takiej zabawce uczymy prawidłowego kontaktu dotykowego. A potem i tak wszelkie wspólne zabawy muszą być pod kontrolą – żaden szczeniak nie wie sam z siebie, że skóra dziecka jest zdecydowanie delikatniejsza niż futerko miotowego braciszka i żadne kilkuletnie dziecko nie wychowa samodzielnie psa. Tyle dobrze, że szczeniak dorasta szybko i już za dwa lata będziemy mogli stopniowo pozwalać na coraz więcej wspólnych zabaw…

O dogoterapii słyszeliśmy wszyscy – ale jeśli dziecko ma jakiekolwiek problemy, nie oczekujmy, że przed chwilą kupiony szczeniak, wszystko jedno jakiej rasy, sprawdzi się sam z siebie w takiej roli. Najpierw przekonajmy się, czy dziecku pomogą godziny spotkań z dorosłym, już doskonale wyszkolonym psem. A potem oceńmy, czy starczy nam czasu na codzienną pracę z dzieckiem specjalnej troski i umiejętności trenerskich na wyszkolenie szczeniaka do niełatwych zadań.

poniedziałek, 22 listopad 2021 18:11

Czego nie może jeść pies ?

Napisane przez

Czego nie może jeść pies, to pytanie, które najczęściej chodzi po głowie  początkujących opiekunów. Należy pamiętać, że to, co jest dobre dla człowieka, wcale nie musi być dobre dla psa. W książce Agnieszki Cholewiak-Góralczyk „Psie smaki. O zbilansowanej diecie dla psów” możemy znaleźć listę szkodliwych produktów.

Czego nie może jeść pies?

Wielu produktów ze stołu… „Pamiętajcie, że pies to nie mały człowiek i to, co nam nie zaszkodzi i jest dla nas dobre, wcale nie musi być dobre dla psa. Spożycie niektórych pokarmów może się wiązać z poważnymi i długookresowymi skutkami dla jego zdrowia. Klasyczny przykład to czekolada i podawanie jej na zasadzie przysmaku, a jest to dla psa produkt toksyczny. To, że czyjś pies ją zjadł i nadal żyje, nie oznacza, że czekolada jest bezpieczna” – pisze Agnieszka Cholewiak-Góralczyk w swojej nowej książce „Psie smaki. O zbilansowanej diecie dla psów”, która ukazała się dzięki Wydawnictwu Otwarte. Naprawdę, sporo produktów z naszych kuchennych półek, czy lodówki, może psu zaszkodzić. A po zjedzeniu większej ilości produktów toksycznych dla psa, skutki mogą być opłakane.

Czego na pewno nie powinno wkładać się do psiej miski?

Lista najbardziej szkodliwych produktów

Pies powinien stanowczo unikać:

  • cebuli, czosnku, szczypiorku (czerwona cebula to dalej cebula, a suszony czosnek to dalej czosnek, nawet gorszy, bo w skoncentrowanej formie),
  • winogron i rodzynek,
  • orzechów makadamia (Agnieszka Cholewiak-Góralczyk zaleca też dużą ostrożność przy podawaniu innych orzechów, są ciężkostrawne i mogą wywołać problemy; odrobina pasty orzechowej doskonałej jakości może być okazjonalnie psim przysmakiem),
  • czekolady,
  • kawy,
  • herbaty,
  • alkoholu,
  • świeżego ciasta drożdżowego (uwaga: fermentacja może wywołać skręt żołądka!),
  • jakiegokolwiek produktu zawierającego ksylitol!

Jak podkreśla lekarz weterynarii Aleksandra Szuba, która ma swój udział w książce, „zatrucia produktami spożywczymi szkodliwymi dla psów są dzięki rosnącej świadomości opiekunów coraz rzadziej spotykane, ale jednak się zdarzają”. Budowanie świadomości jest nadal bardzo ważne. Może uratować życie czworonożnym przyjaciołom człowieka. Oczywiście, powyższych składników na pewno nie znajdzie się w książce „Psie smaki”, jednak przypominania o niebezpiecznych produktach nigdy dość…

poniedziałek, 22 listopad 2021 17:30

NASZE PUPILE.

Napisane przez

Dlaczego perfekcyjnie wyszkolony pies nagle zawodzi na zawodach i popełnia takie błędy, jakie już od dawna nie zdarzały się na treningach? Dlaczego suczka, mieszkająca w sąsiedniej klatce bloku, jazgocze na mój widok, gdy inne, z tego samego bloku, mijają mnie wręcz z uśmiechem i z rozmerdolonym ogonem, chociaż ani ich nie dokarmiam, ani nie zawieraliśmy bliższej znajomości?

Odpowiedź na pierwsze pytanie jest oczywista.

Albo pies trenował tylko na jednym boisku i nowe miejsce utrudniło start, albo też przewodnik zupełnie nieświadomie przekazał psu błędne informacje. Te złe informacje najłatwiej przekazać zapachem własnego zdenerwowania, grymasem twarzy czy napięciem mięśni – to zupełnie wystarczy, aby pies inaczej odbierał sygnały przewodnika.

Ale co z psami moich sąsiadów?

I tu odpowiedź jest prosta. Właściciel rozszczekanej suczki od zawsze skracał smycz mijając ludzi i głosem pełnym napięcia zwracał się do zwierzątka ze słowami „nie szczekaj, wiesz, że nie wolno”. Te słowa, wypowiadane ze zdenerwowaniem i szarpnięcie smyczą starczyły, aby suczka nie tylko na mój widok oczekiwała czegoś nieprzyjemnego. Z całej wypowiedzi rozumiała tylko słowo „nie”, skojarzone od dawna w najlepszym razie z dezaprobatą właściciela. Ja zresztą także po kilkunastu takich spotkaniach czuję niechęć i do zwierzątka, i do sąsiada, no i nasze wzajemne emocje wykluczają jakikolwiek pakt o nieagresji. Pozostałe psy wyprowadzane na spacer przed blokiem, życzliwie lub obojętnie mijające ludzi, nie boją się nerwowej reakcji właściciela, no i nie czują w takiej sytuacji zagrożenia.

Jeśli można nauczyć psa reakcji na ruch palca opuszczonej wzdłuż ciała dłoni (a można) i ostrzegawczego warczenia na sygnał przekazany tylko drgnięciem wargi przewodnika (naprawę także można) – to jednak zmian zapachu wywołanych skokiem adrenaliny, dobrymi lub złymi emocjami w żaden sposób kontrolować już nie potrafimy. I nie doceniamy wrażliwości psiego nosa, nie doceniamy także możliwości perfekcyjnego zapamiętywania przez naszego najlepszego przyjaciela każdego gestu ani rozpoznawania nieznacznie zmienionej mimiki twarzy.

Mowa ciała i zapach towarzyszący emocjom to najważniejsze źródła informacji dla psów i wilków, żyjących przecież od zawsze w grupach społecznych.

Jeśli przy pierwszym spotkaniu poczujesz niechęć do jakiegokolwiek psa, pamiętaj, że on o tym już wie.

 

niedziela, 08 sierpień 2021 12:49

Posłuszeństwo.

Napisane przez
czwartek, 05 sierpień 2021 17:50

Informacje o szkoleniach

Napisał

Witam wszystkich serdecznie :)

 

W tym dziale będą na bieżąco umieszczane ważne informacje związane ze szkoleniami.

 SOBOTA SZKOLENIE POSŁUSZEŃSTWO GODZ 10;00