boss-haker

boss-haker

Bardzo dziękujemy z mile spędzony czas super atmosfera , jak co roku pieski dopisały ,zapraszamy na jesień.

Nasze szczeniaki z miotu ,,D,, znalazły już swoich opiekunów ,życzymy szczeniakom ,głaskania ,przytulania ,dużo miłości ,zabawy oraz długich spacerów oraz zadowolenia dla swoich podopiecznych .Następne mioty w naszej HODOWLI  BOSS-HAKER, planujemy na jesień , CARMEL, SFORA ZOŁZY.,,ZAPRASZAMY.!!!

niedziela, 27 luty 2022 09:00

BRĄZOWA ODZNAKA ZKwP, BĘDZIN.

Bardzo dziękuję ZKwP BĘDZIN a w szczególności Zarządowi oddziału za wyróżnienie jakie dostałem -Brązowa odznaka ZKwP.

niedziela, 23 styczeń 2022 10:28

Szczeniaki miot ,,D,,

Zapraszamy do rezerwacji !!  Zostało 5 suczek ,szczeniaczki ukończyły już 24 dzień ,są zdrowe powoli, zaczynają się bawić między sobą ..

Miło nam poinformować że w ostatnich dniach roku przyszły na świat szczeniaki  5 SUCZEK i 3 PIESKI rodzicami są O-JEFF Sfora z Zakrzewa M-Arrika Ravers Poland. Mama ma się bardzo dobrze i szczeniaczki również zapraszamy do REZERWACJI .

 

W naszej hodowli spodziewamy się  szczeniaków po doskonałych rodzicach ,

Ojciec- JEFF Sfora z Zakrzewa, pies zrównoważony  z bardzo dobrą psychiką ,w bardzo dobrym pigmencie który przekazuje szczeniakom .

Matka - Arrika Revers Poland, suczka o idealnych proporcjach ,super psychika Arrika jest to suczka która kocha długie spacery i jazdę samochodem . Będzie to jej czwarty miot ,suczka jest bardzo dobrą i opiekuńczą matką ,polecamy szczeniaki po tym skojarzeniu .

czwartek, 02 grudzień 2021 19:33

Nauka aportowania.

Jeżeli chcesz, aby twój dorosły pies aportował z radością i pasją, na boisku sportowym i na każdym spacerze także – nie wychodź ze szczeniakiem z domu bez kilku zabawek i co najmniej pięciometrowej linki. Sprawdź jak wygląda nauka aportowania.

Linka będzie konieczna – w mieszkaniu dość łatwo było nam zabawkę odebrać (odebrać po to, by dać ponownie – przypominam na wszelki wypadek), ale na spacerze szczeniak ma większe możliwości zabawy w uciekanie ze zdobyczą. I trzeba na to pozwolić – ale na długość linki!

Zachęcamy do trzymania uprzednio podanej czy wyrzuconej zabawki biegając obok szczeniaka. W biegu skracamy linkę tak, by wreszcie uklęknąć obok malucha i skłonić go do przyjęcia pozycji siad – wtedy odebranie zabawki będzie łatwe – przećwiczyliśmy to przecież w domu.

Staramy się także pozycją ciała i rozcapierzoną dłonią (tzw. kocia łapa) powstrzymać szczeniaka bodaj na chwilę na siad przed ponownym wyrzuceniem zabawki. Nie szkodzi, że szczenię jeszcze nie wytrzyma wyrzucenia – do spontanicznego startu dołożymy polecenie chwycenia zabawki. Ważne, aby słowo (np. przynieś) wypowiedzieć właśnie w tej chwili, gdy zwierzątko startuje po wyrzuconą lub wskazaną zabawkę.

Najlepiej, aby na jednym końcu 5-metrowej linki przypiąć szczeniaka, a na drugim – przywiązać zabawkę.

Można wtedy wyrzucić zabawkę tak, aby w pogoni za zdobyczą szczenię biegło właśnie w naszą stronę. Jedna linka łącząca i szczeniaka i zabawkę ułatwi nam manipulacje – przy szczeniaku ścigającym zdobycz z pasją możemy kontrolować psiaka linką. Jeśli szczenię trzyma zabawkę zbyt lekko lub od razu wypuszcza – ruchem linki ożywimy znowu zdobycz.

Nauka aportowania – uwaga – nie przedłużamy takich zabaw – jeden, dwa rzuty i kontynuujemy spacer, proponując inne zajęcie – szczeniak nie może ani znudzić się aportowaniem, ani nadmiernie pobudzać. Dobrym, wyciszającym ćwiczeniem jest marsz na lince z zabawką w pyszczku; powinniśmy ją odebrać, zanim szczeniak zainteresuje się czymś innym.

Nauka aportowania. Na żadnym psim wybiegu nie ryzykujmy zabawy w aportowanie w obecności innych luzem puszczonych psów.

Nasz maluch zbyt łatwo przegra rywalizację o aport z większym i starszym psem – i na pewno zapamięta porażkę. Ale na pustym placyku można już nakłaniać szczeniaka ruchem zabawki do zmiany pozycji lub pozostania na miejscu. I tak jak podczas pierwszych ćwiczeń w domu, zabawę w aportowanie przerywamy wtedy, gdy malec wyraźnie ma ochotę na co najmniej jeszcze jeden pościg.

Taka kontrola emocji jest kluczem do późniejszej wytrwalej jakiejkolwiek pracy. Zdobycz bezustannie dostępna prowadzi do zniechęcenia lub nadmiernego pobudzenia – nie wiadomo, co gorsze.

Chowanie aportu uatrakcyjnia zabawę – można to robić także na spacerze, z psem na lince. Postaraj się utrzymać malucha na siad, cofaj się tyłem kilka kroków trzymając zabawkę za sobą (cofając się twarzą do psa, masz nad nim większą kontrolę), upuść zabawkę tak, by szczenię tego nie widziało i zachęć do szukania.

Oczywiście cały czas pamiętasz o takich samych hasłach pozwalających na pościg.

Uważaj – jeśli wymagasz oddania na słowo „daj”, to nie zachęcaj do trzymania radosnymi okrzykami „dawaj, dawaj”. Każde polecenie musi najpierw precyzyjnie wpasować się w to, co szczeniak akurat robi, by zwierzak skojarzył je z czynnością, dopiero wtedy stanie się sygnałem do wykonania określonej pracy. Podobnie polecenie „trzymaj” nie może być wypowiadane, gdy zabawka jest gryziona i podrzucana, ale wtedy, gdy właśnie trzymana jest bez podgryzania.

niedziela, 28 listopad 2021 08:40

Wychowanie psa.

Udomowiliśmy je tysiące czy dziesiątki tysięcy lat temu, pies – jedyne zwierzę, które tak łatwo potrafi porozumieć się z człowiekiem, bez większego wysiłku rozumie nasze sygnały i czytelnie przekazuje własne. Ale nadal prawa rządzące ludzkim światem są niepojęte dla zwierzęcia i pies ma tylko tyle wolności, na ile potrafimy kontrolować jego zachowanie. Psy obecne w skupiskach ludzkich są całkowicie uzależnione od człowieka,. można by więc sądzić, że wychowanie szczeniaka nie powinno stwarzać żadnych problemów.

Dlaczego więc niejeden właściciel nie potrafi zapanować nad jazgoczącym i miotającym się na smyczy zwierzęciem, boi się przejść blisko jedzącego Reksia lub wytrzeć mu łapy, o wyjęciu z psiego pyska kości znalezionej na spacerze już nie wspominając?

Informacji i porad wychowawczych mamy przecież aż nadmiar. Jesteśmy wręcz bombardowani najrozmaitszymi teoriami – nie tak dawno straszono nas teorią dominacji. Cokolwiek zrobiłby nasz pupilek, już było interpretowane jako chęć groźnego w skutkach zdominowania człowieka. Ze skrajności przechodzimy w skrajność – kolejne poradniki zalecały wyłącznie bezstresowe, tylko pozytywne metody szkolenia. Aż wreszcie doszło do głosu hasło „niech psy robią co chcą”. W myśl tej teorii jeśli Reksio nie reaguje na przywołanie, to należy czekać, aż zwierzątko wrócić zechce lub pozwolić, by to pies prowadził nas na smyczy.

Jednak nawet największy psi geniusz sam z siebie nie wie, jakie zachowanie zapewni mu dach nad głową i pełną miskę, chociaż często postępuje tak, jakby rozumiał każde nasze słowo. Być może właśnie dlatego na co dzień zbyt wiele oczekujemy od psów, nie przekładając absolutnie tych oczekiwań na język zrozumiały dla zwierzęcia. Szczeniak rozczula swoim wyglądem, czekamy więc, aż sam z siebie zmądrzeje. Gdy czarująca puchata kuleczka dorasta, stwierdzamy ze zdumieniem, że pies potrafi całkiem na serio pokazać nam zęby, spacer przestaje być przyjemnością, a zaproszenie kogokolwiek do domu wymaga konsultacji z trenerem czy behawiorystą.

A przecież można zejść na poziom czterech łap i popatrzeć, jak wyglądałoby wychowanie szczeniaka w normalnej psiej rodzinie.

Dzikie psy ani wilki nie mają problemów wychowawczych, nie obawiają się szczenięcych zębów, pozwalają na bardzo wiele w zabawie, ale szczenięta i młode psy są bezwarunkowo podporządkowane rodzicom. Na niezależność może sobie pozwolić tylko to zwierzę, które opuszcza stado. Hierarchia obowiązuje wszystkich – jest konieczna dla przetrwania grupy współpracujących ze sobą drapieżników. Każde wilczątko potrafi żywiołowo domagać się uwagi i zabawy – potrafi też, na pierwszy sygnał dorosłego zwierzęcia, natychmiast okazać uległość.

Wilczki mają zdecydowanie prostsze życie niż nasze szczeniaki – sikać mogą wszędzie, znaleziona kość należy do znalazcy, mleczne zęby nie przebiją bratniego futerka. Dorosły wilk nie obraża się na szczeniaka, ale w każdej chwili może spojrzeniem, warknięciem, przytrzymaniem zębami czy uderzeniem pyska przywołać malca do porządku. Psy także nie słyszały o wyłącznie pozytywnym, całkowicie bezstresowym wychowaniu, nie znają izolacji „za karę” – szczenię prawidłowo reagujące na skarcenie zostanie natychmiast przywrócone do łask. Bawmy się więc ze szczeniakiem tak, jakby to robił dorosły pies, ale natychmiast przerywajmy takie zachowanie, jakiego nie akceptowalibyśmy u dorosłego psa. Szczeniak, a potem dorosły pies musi wiedzieć, że to człowiek podejmuje najważniejsze decyzje, a psu podporządkowanie zawsze przynosi korzyść.

Dla 7-tygodniowego szczeniaka naturalnym zachowaniem będzie zanieczyszczanie mieszkania, gryzienie wszystkiego co jest w zasięgu mlecznych zębów, wieczorne głupawki, hałaśliwe oprotestowanie samotności, domaganie się bezustannej zabawy i warcząca obrona kości.

Z tych wszystkich zachowań, grzesznych naszym zdaniem, zwierzęciu nie jest łatwo rezygnować.. To my, a nie szczeniak, musimy wykazywać na co dzień cierpliwość i nieubłaganą konsekwencję, bo każde oczekiwanie, aż zwierzątko zmądrzeje samo z siebie przyniesie odwrotne skutki.

Wrodzone zachowania tego samego psa w okresie dojrzewania będą znacznie bardziej skomplikowane, trudniejsze do przewidzenia, kontrolowania czy akceptowania. To pora pierwszego, jeszcze nieporadnego sprawdzania kto i na co może sobie pozwolić. Dorastające zwierzę na podstawie dotychczasowych doświadczeń bezbłędnie ocenia, czy właścicielowi trzeba i warto się podporządkować, czy też można żyć obok, kierując się wyłącznie własnym psim kodeksem. Żyjąc obok, pies albo lekceważy właściciela, albo się go boi; w obu przypadkach nie jest w żaden sposób nastawiony na współpracę.

Nie można więc, od pierwszych wspólnych dni poczynając, ignorować zachowań wprawdzie naturalnych dla zwierzęcia, ale niedopuszczalnych z naszego punktu widzenia.

Trzeba bez gniewu nauczyć, co będziemy chwalić i nagradzać, na co się nie zgadzamy. Szczeniak nie może stracić zaufania do ludzkich rąk, ale szczeniak też musi wiedzieć, jakie są granice naszej tolerancji. Tylko w taki sposób mamy szanse na kontrolowanie w przyszłości zachowań często silniejszego od nas zwierzęcia. Jeżeli w pierwszych kilku miesiącach skupimy się wyłącznie na przytulaniu puszystego futerka, problemy, jakie na pewno stworzy dorosły pies, uzależnione będą od jego siły, wielkości i wrodzonego temperamentu. Szkolenie od pierwszych chwil w naszym domu najbardziej potrzebne jest psu, nie nam; pies będzie miał tylko tyle swobody i radości życia, na ile potrafi odnaleźć się w świecie człowieka. Niezależnie od wszelkich przeszłych, aktualnych i przyszłych teorii.

czwartek, 25 listopad 2021 18:04

Dziecko szkoli psa..

 

Jeśli nie szkoła, to nadal tylko nam, rodzicom, pozostaje kształtować młodego kynologa. Proponuję zacząć od przeczytania dziecku – przeczytania, nie tylko kupienia w prezencie – przesympatycznej książeczki Jana Grabowskiego – „Puc, Bursztyn i goście”. Przy okazji czytania wyjaśnimy znaczenie rzadko już używanych słów, i jeszcze przemycimy masę informacji – o skutkach pozostawienia kotletów na stole także… Pamiętacie jak Pucunio tłumaczył sam sobie, że jest naprawdę dobrze wychowanym psem, ale kotlet mimo to zsunął się na podłogę i trzeba było posprzątać???

A potem nasza latorośl może już sięgnąć po Londona, Londona bardziej osadzonego w realnym psim świecie (oprócz opisów szkolenia Jerrego z wysp oczywiście). A potem przyjdzie czas na podpowiadaną i samodzielnie wyszukiwaną literaturę.

To teoria, a co z praktyką?

Na bardzo dużym pluszaku można już trzylatka uczyć jak głaskać, jak dotykać psa. Żywego psa musimy wyszkolić najpierw sami – dziecku najczęściej nie starczy na to cierpliwości; zniecierpliwiony nauczyciel przekaże tylko niekorzystne emocje, nic więcej. Gdy pies potrafi reagować na proste siad czy waruj – pora nauczyć dziecko, by nie wymagać zbyt często takich zachowań od psa.

A co z placem treningowym? Poszukajmy bardzo cierpliwego i spokojnego trenera i najpierw uzgodnijmy, czego ma się nauczyć dziecko, a czego pies. I – co najtrudniejsze dla niejednego rodzica – nie ingerujmy ani jednym słowem w obserwowane zajęcia. Psu jest zdecydowanie trudniej pracować z dzieckiem, gdy na ławce siedzi rodzic; dziecko nie może koncentrować się jednocześnie na wskazówkach trenera i podpowiedziach taty czy mamy.

Doskonałą wspólną zabawą dla dziecka i psa będzie szukanie zguby na spacerach – zaczynając od opisanego tu ćwiczenia. Taka zabawa nie znudzi się dziecku ani psu – praca nosem może być przecież nagrodą dla zwierzęcia; wystarczy tylko pilnować, aby „zguba” nie została schowana w miejscu niebezpiecznym czy absolutnie niedostępnym dla psa.

Kilka dni temu wracałem  ze spaceru z maleńkim psim staruszkiem – znajdkiem zabranym pół roku temu z azylu. Zatrzymały nas dwie panie; towarzysząca im czteroletnia dziewczynka, prawdopodobnie córeczka jednej z pań, zapytała, czy może pogłaskać psa. Piesek jest szalenie przyjazny dzieciom, więc zgodziłem się i przykucnołem  przy nim; dziewczynka wiedziała, jak delikatnie pogłaskać dużo mniejsze od siebie zwierzątko. Gratuluję mamie – być może to dziecko kiedyś doskonale wychowa własnego psa!

czwartek, 25 listopad 2021 17:57

Nagradzamy psa...

Okazjonalne nagradzanie psa jedzeniem jest jak najbardziej celowe, ale nie kupujmy najprzeróżniejszych kolorowych sklepowych ”ciasteczek” przesyconych chemią i nie podawajmy jako nagrody granulek karmy!

Nie chodzi tylko o walory zdrowotne – suche granulki i miniaturowe ciasteczka zbyt często wysypują się z dłoni, pies, zamiast koncentrować się na dalszej pracy, szuka jedzenia w trawie. Zdecydowanie lepiej przygotować choćby grzanki ze słodkiej bułki, kawałeczki gotowanego mięsa lub supersmakol, czyli domowe ciasteczka wątrobiane (przepis można znaleźć w internecie) – takie na jeden niewielki symboliczny kęs, wyjmowane pojedynczo z saszetki!.

Nagradzamy nie każde ćwiczenie – za łatwo uwarunkować psa na zapach smakołyków; na własne życzenie będziemy mieli zwierzątko pracujące tylko wtedy, gdy jedzenie podsuwane jest pod nos. Podobnie nawet zbyt częste podawanie smakołyków nie sprzyja koncentracji na stawianych psu zadaniach. Badania przeprowadzone na ludzkich dzieciach wykazały, że nagradzanie słodyczami każdego dziecięcego rysunku osłabia zainteresowanie rysowaniem – ważny jest tylko cukierek. Częste „jadalne” nagrody i naprowadzanie jedzeniem sprawdzą się natomiast w początkach pracy ze szczeniakiem lub z psem, którego dopiero przyzwyczajamy do siebie. W miarę dorastania zwierzaka, postępów w szkoleniu czy nawiązania lepszego porozumienia nagrody rzeczowe powinny być okazjonalnym potwierdzeniem zawsze obowiązkowej pochwały. Potwierdzeniem pochwały – bo jeśli najpierw dajemy smakołyk, a potem chwalimy psa, to tak naprawdę chwalimy psa za to, że zjadł, a nie za to, co zrobił wcześniej!

Jestem absolutnym wrogiem tak zwanego „palenia miski”, czyli wydawania całodziennej porcji jedzenia po jednej granulce tylko w czasie długiego treningu. Pies nie kura, organizm ma przystosowany do trawienia jednorazowo większych ilości pokarmu, nie jest zbieraczem ziaren! Zbyt częste nagradzanie może także doprowadzić do koncentracji psiej uwagi nie na ćwiczeniu, ale na ruchu ręki sięgającej do kieszeni czy saszetki. Dlatego podczas zaawansowanego treningu lepiej odkładać saszetkę ze smakołykami i tylko co jakiś czas razem z psem podchodzić po nagrodę.

Nagradzanie psa jedzeniem, a tym bardziej odwracanie uwagi jedzeniem na pewno nie jest celowe przy wybuchu silnych psich emocji.

Już Rusłan („Wierny Rusłan” – straszliwa książka o zniewolonych psach i ludziach) tylko z uprzejmości przyjmował kawałek suchara za doścignięcie uciekającego więźnia. Wystarczającą nagrodą dla psa – strażnika w łagrach – był pościg i szarpanie ofiary zębami, podobnie zresztą jak pościg i zdobycie rękawa jest wystarczającą podnietą dla psa szkolonego do obrony sportowej. Właśnie dlatego nie pomogą smakołyki wtykane do pyszczka wtedy, gdy pies z pasją ujada na inne psy spotykane na spacerze. Najpierw trzeba nauczyć i nagradzać zachowania wykluczające szczekanie – nagradzać oczywiście tylko wtedy, jeśli pies nie rozpocznie awantury.

Nagradzamy za coś, czy po coś?

Zdecydowanie lepiej, aby jadalna nagroda okazjonalnie wzmacniała wartość pochwały. Nie daję kawałka parówki za to, że mój pies usiadł słysząc odpowiednie hasło, ale po to, by wzmocnić pochwałę i nasze wzajemne relacje, uprzyjemnić bycie razem. Okazjonalne zaproszenie na kawę ma przecież i dla nas inną wartość niż taka sama kawa, wypijana codziennie na śniadanie.

No i wreszcie – tak zwana samokontrola.

Czyli pies ma siedzieć nad pełną miską i czekać na zaproszenie do jedzenia. Podobnie pies ma czekać na hasło pozwalające wyszukiwać i zjadać rozrzucone przed chwilą granulki karmy. To dość łatwe i efektowne, ale mało praktyczne ćwiczenie; najczęściej nie przekłada się na ignorowanie resztek jedzenia, przypadkowo znalezionych przez psa. Nas też wyszkolono społecznie na tyle, aby oddać komuś dwudziestozłotówkę upuszczoną w sklepie – zwłaszcza gdy wokół jest wielu widzów. Taki sam banknot znaleziony w pustym parku bez chwili wahania włożymy do własnej kieszeni. Prawdziwą psią samokontrolą byłoby ominięcie lub nawet warczenie na znalezioną kość – wtedy, gdy pies biega swobodnie, bez smyczy, w dystansie od właściciela. Czy można tak psa wyszkolić? Oczywiście, ale jeśli pies zgubi się i będzie naprawdę bardzo głodny, to decydujące okażą się zachowania najważniejsze dla przetrwania, a nie jakakolwiek samokontrola…

Strona 1 z 5